Menu

Chór Unisono

Dlaczego ludzie boją się śpiewać? Kilka słów o chórze

Chór Unisono powstał przy parafii w marcu 2012r. Już po pierwszym ogłoszeniu o naborze do chóru pojawiło się ponad dwadzieścia osób chętnych do śpiewania. Było to dla mnie dużym zaskoczeniem. Nie spodziewałam się, że tak wiele osób będzie chciało poświęcać swój czas . Zdarza się że słyszę od postronnych osób - po co chór? co to za śpiewanie? szkoda czasu, lepiej zostać w domu, iść na piwo. Jak się okazuje, nie chodzi jedynie o śpiewanie. Patrzę na chór siłą rzeczy trochę z boku - ostatecznie to chórzyści wykonują całą muzykę, a ja - dyrygent - jestem tworem, jak często słyszę, zupełnie niezrozumiałym, wręcz niepotrzebnym, machającym rękami nie wiadomo w ogóle po co i dlaczego. Nie będę się tu rozwodzić nad istotą znaczenia swojej roli, której akurat zawsze byłam pewna, i której cel i rezultaty widuję na każdej próbie i koncercie. Chodzi przecież o chór.

Chór po kilku próbach okazał się kilkunastoosobowym zespołem z którym z przyjemnością się pracuje. Twarze te właściwie widuję od samego początku i pewnie widywać jeszcze będę długo. Bo jest coś magicznego w śpiewaniu w chórze, o czym nie dowie się nikt, kto w takim chórze nie śpiewał. Po pierwsze - muzyka. Muzyka, której trzeba się nauczyć odczuwać, wykonać, zaśpiewać. Żeby zaśpiewać trzeba się nauczyć swojego głosu, co jak okazało się, nie jest wcale trudne. Nikt w chórze nut nie zna- są one jedynie odnośnikiem, pomocą dla chórzystów - uczą się przecież ode mnie, co i jak zaśpiewać. Chórzyści z łatwością przyjmują wszystkie muzyczne uwagi , co jest oczywiste po dwudziestu pięciu latach mojego życia z muzyką.

Wracając więc do głównego powodu strachu przed chórem - nie rozumiem, dlaczego ludzie boją się przyjść i spróbować swoich sił; co więcej nawet moi chórzyści tego nie rozumieją, gdyż tu pojawia się druga ważna kwestia - społeczność. Niesamowite jest dla mnie jak ta grupa ludzi się zwyczajnie polubiła. A każdy inny, każdy z innego świata, każdy z innymi problemami, każdy w innym wieku. Jest to fenomen chórów amatorskich, który obserwuję od lat. Muzyka, która połączyła wszystkich nie jest celem samym w sobie - na równi z nim stoi sfera tzw. towarzyska. Próby nie są dla chórzystów jedynie czasem na śpiewanie, lecz również, jeśli nie przede wszystkim (tego mi pewnie nigdy do końca nie powiedzą), czasem na spotkanie się w gronie znajomych, oderwaniem się od codziennych problemów.

Śpiewanie w chórze na cztery głosy jest czymś wyjątkowym, chór stanowi jeden organizm, oddychający jednocześnie. Nie jest to praca zawodowa, nikt nikogo nie skarci za to, że uczy się wolniej - to przecież ma być przyjemność. Każdy z chórzystów bał się na początku, czy da radę, ale kto nie ryzykuje, „nie pije szampana”. Moi chórzyści , wbrew swoim obawom, uczą się w zawrotnym tempie ku mojej wielkiej radości i słuchających nas parafian co wielokrotnie z wypowiedzi ich mogliśmy usłyszeć. Dlatego mimo, że chórzystów w naszej kilkunastotysięcznej parafii jest zaledwie kilkunastu [sic!], nadal będę co środę przyjeżdżać na 19:00 do salki nad Zakrystią w nadziei, że jednak to się zmieni i wiele osób wbrew swoim obawom po prostu przyjdzie na próbę zobaczyć, jak jest fajnie. Wracają zatem do tytułowego pytania - nie wiem, dlaczego ludzie boją się śpiewać.

Proszę zatem - po prostu przyjdźcie i zobaczcie.

Monika Madejska - dyrygent chóru Unisono